Strona:Królowa myszek - baśń fantastyczna w 2-ch aktach.djvu/6

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 4 —

ciaż jesteś królową, ale przez miłość dla mnie to zrobisz, wszak prawda?
KRÓLOWA. Tak, miłościwy królu...
KRÓL Jak mię to raduje, że mieć będę tłuste pasztety na kolację! Więcej mię ten przysmak cieszy od samego polowania... A jak się miewa królewna? jeszcze jej dziś nie widziałem...
KRÓLOWA. Śpi nasza ślicznotka, niby anioł przez sen się uśmiecha!
KRÓL. Jakżem szczęśliwy! I królewnę mam i pasztet tłusty mieć będę... Niczego mi już nie brakuje... Ale... ale... (klaszcze).
DWORZANIN. (wchodząc). Słucham mego króla i władcy.
KRÓL. Każ kucharzowi napełnić beczułki bigosem, upiec comber sarni i wstawić kilkanaście butelek szampana i nalewek (do królowej). Jeść mało będę, schowam apetyt na pasztety...
DWORZANIN. Czy włożyć do skrzynki co ze słodyczy?
KRÓL. Daktyle i figi — nic więcej.

SCENA DRUGA.
(KRÓLOWA, SŁUŻEBNA potem MYSZKI

KRÓLOWA (w białym fartuszku kraje słoninę). Król mój odjechał. Trzeba się zabrać do roboty! A dużo tej roboty... samo krajanie słoniny ileż zabiera mi czasu! (klaszcze).
SŁUŻEBNA (wchodzi). Słucham królowej!
KRÓLOWA. Jak mi pomoc będzie potrzebna, zawołam! (Służebna wychodzi).