Strona:Królewicz - żebrak wg Twaina.djvu/098

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Według tej etykiety witają i plasują wszystkie milady. O dziesiątej rozchodzą się. Słońce oświeca wspaniałe zebrane panie, których bogate stroje iskrzą tysiącami najkosztowniejszych kamieni.
W tej chwili przybywają posłowie zagraniczni, zajmując swe miejsca.
Po dłuższem oczekiwaniu rozległ się nagle huk armaty — znak ten zwiastował przyjazd króla, na którego przed ukazaniem się musi być włożony płaszcz królewski.
Zebrane wyższe duchowieństwo znajduje miejsca na podwyższeniu po za tronem, czyni to także lord Hartford, zarówno jak też i czynią to dworzanie oraz poboczna straż królewska zebrana w pełnem rynsztunku.
Muzyka gra hymn narodowy. Ukazuje się król, który ze wspaniałością, dumną prawie, wkracza na podwyższenie.
Ujrzawszy go przyodzianego w płaszcz z gronostajów, wszyscy z miejsc powstają. Muzyka gra powtórnie. Toma Canty podprowadzają ku tronowi. Rozpoczyna się ceremonjał uroczystościowy, Tom stoi dziwnie smutny i blady. Zbliża się ceremonjał najważniejszy, ostatni.
Oto wziąwszy z poduszek koronę Anglii, Arcybiskup uniósł ją po nad głową drżącego z obawy Toma. Wszyscy mają złote koronki po nad głowami. Nastrój uroczysty niezwykle potęguje zupełna cisza.
Na tę chwilę ukazuje się jakiś biedny wybladły chłopczyna. Ubranie jego w strzępach. Niezauważono go w tłumie. Wślizgnął się widać niepostrzeżony.
— Zabraniam najuroczyściej temu fałszerzo-