wietrze. Czego pan krzyczy? Czy ja jestem oficerem? Czy ja to zrobiłem?
Pan Zięba zapadł znowu w rozpacz, jak w miękkie bagno. Miał łzy w oczach.
— W swoim pokoju, w swoim domu! — szeptał smutno, z czego wynikało, że panienka powinna przynajmniej pójść do pokoju oficera, jeśli chciała zachować przyzwoite maniery.
— Ale ja panu to wynagrodzę! — rzekł duch.
— Moja córka! moja córka! — jęczał Zięba.
— Pańska żona za to zapłaci!
Zięba ożył nagle.
— Moja żona? jak?
— Chodź pan za mną!
Zięba podniósł się jak zahipnotyzowany i szedł bezwolnie za szarym ogromnym cieniem.
— Otwórz pan cicho te drzwi, abyś widział cud.
Zięba otworzył je jak złodziej. Pani Ziębina z głową owiązaną ręcznikiem leżała na łożu. Nocna lampka sączyła z siebie światło wodniste i skąpe. Zięba stanął za portjerą i patrzył.
Duch szedł ku pani Ziębinie; po drodze wywrócił krzesło, i wtedy pani ta spojrzała. Duch urósł straszliwie aż pod powałę, nadął się, jak potworna kiszka, i zacharczał tak straszliwie, że panu Ziębie mrówki przebiegły po krzyżu. Pani Ziębina wytrzeszczyła oczy, usiadła na łożu i krzyknęła. Krzyknęła tak straszliwie, że kawałek tynku oderwał się od pułapu, ale nie dokończyła krzyku. Z pokoju panienki ktoś wybiegł szybko, ale w przeciwną pobiegł
Strona:Kornel Makuszyński - O duchach djabłach i kobietach (1927).pdf/43
Wygląd
Ta strona została skorygowana.
— 39 —