— Konkurencji nie mam w tym domu. Nikt nie wie, że pan jest w domu?
— Nikt.
— Niech pan idzie na palcach do pokoju panny, zdaje mi się, Heleny.
Pan Zięba przystanął.
— Mojej córki?... Co to znaczy? Co pan wie?...
— Więcej, niż pan.
Szli obaj jak duchy. Kiedy stanęli pod drzwiami panny Helusi, duch szepnął:
— Ja tam wejdę przez szparę, a pan niech patrzy przez dziurkę od klucza.
Pan Zięba spojrzał i byłby omdlał, ale chciał wiedzieć wszystko, więc dlatego tego nie zrobił. Lelija, anioł, kwiatuszek śliczny siedział na kolanach bardzo miłego porucznika artylerji ciężkiej. Pan porucznik zaś widocznie przez pomyłkę uważał ją za armatę i badał uczciwie, czy jest w zupełnym porządku.
Pan Zięba chciał płakać, ale nie mógł. Powlókł się do stałej siedziby ducha, do pokoju z fortepianem i tam legł na kanapie jak trup.
— Zajął mi pan kanapę! — rzekł nagle duch.
Pan Zięba poczuł do niego nienawiść tak gwałtowną, że skoczył z trampoliny swej rozpaczy w zbałwaniony ocean furji i gniewu.
— Łotrze, łeb ci roztrzaskam! — krzyczał.
— Niech pan spróbuje, to nie tak łatwo, bo wszystko ciężkie przeze mnie przeleci, jak przez po-
Strona:Kornel Makuszyński - O duchach djabłach i kobietach (1927).pdf/42
Wygląd
Ta strona została skorygowana.
— 38 —