tarzyna, weszła w godzinę potem z miotłą i szczotką do salonu, zmieniona została w słup soli, naturalnie nie tej z biblijnej opowieści, tylko z gorszego gatunku słup soli bydlęcej. Oto nieopodal okna, naprzeciwko pustego fotelu, wisiała „sama“ w powietrzu szeroko rozłożona płachta gazety, a jej stronice powoli się odwracały również „same“. Kiedy szczotka wypadła z przerażonych rąk pobożnej Katarzyny i sprawiła niejaki harmider, gazeta (W imię Ojca i Syna) — gazeta „sama“ szybko się rozłożyła i „poszła“ w drugi kąt salonu. Tam położyła się na kanapie. Tylko człowiek, który słyszał ryk przerażonego czemś osła, tylko człowiek, który słyszał wrzask dzikiego człowieka, kiedy go mają wrzucić do kotła, aby z niego zrobić potrawkę na wesele murzyńskiego króla, taki tylko człowiek może sobie z wielkim trudem wyobrazić, jaki wrzask podniosła dziobaty, lecz miły zresztą kocmołuch, Katarzyna.
Przez dwie godziny omawiano te djabelskie sztuki we wszystkich kuchniach i na wszystkich tylnych schodach, i ciągle ktoś się żegnał krzyżem świętym. Kamienica zamieniła się w piekło. Pod wieczór opowiadano, że gazeta swoją drogą, ale i inne dzieją się tam historje. Kucharka opowiadała, że kiedy pan Zięba wychodzi, to paltot z wieszaka leci i sam się wpycha na ramiona, a kiedy zapomniał teki z papierami, to sama za nim poleciała przez okno, tak, że on nie zszedł jeszcze ze schodów, a ona już na dole, przy bramie na niego czekała.
Strona:Kornel Makuszyński - O duchach djabłach i kobietach (1927).pdf/40
Wygląd
Ta strona została skorygowana.
— 36 —