straszliwego pokoju drzwi. Nagle odskoczył jak przypieczony ogniem.
— Przepraszam pana... to przez nieuwagę!... — szepnęło mu nad uchem.
— Jutro pójdziesz do doktora! — rzekła pani Ziębina.
A ponieważ Helusia zaczęła płakać, poszli spać. Pani zapalała w nocy trzy razy światło, bo mąż majaczył. Od dnia następnego zaczął się w tym domu sądny dzień. Pan Zięba widocznie był tknięty na rozumie. Kiedy nikogo nie było w pokoju, gadał do palmy, do pustego krzesła, raz do środka wazonu, raz do pieca, głowę wgórę zadarłszy. Pani Ziębina podglądała przez dziurkę od klucza, coraz bardziej zaniepokojona, zdarzyło się jednak coś, co ją przejęło strachem. Oto jednego dnia mąż raniutko poszedł do salonu, skradając się na palcach, i zaczął szeptać do fortepianu. To już było, to jej nie dziwiło. Lecz pan Zięba nagle nerwowo zapalił cygaro i, paląc je jak furjat, wdmuchiwał dym do wnętrza fortepianu, uniósłszy nieco jego nakrywę.
Pani Ziębina przeżegnała się z trwogą.
Tego dnia stało się jednak coś nierównie okropniejszego, niż dmuchanie do wnętrza fortepianu; coś, co z krzykiem wybiegło na schody, zaniepokoiło dom cały i rozległo się dalekiem echem, tak, że na piątej ulicy o niczem innem nie mówiono, tylko o zdarzeniu u państwa Ziębów.
Oto kiedy służąca zacna, pilna i pracowita, tłomok szlachetny z dziobami na gębie, imieniem Ka-
Strona:Kornel Makuszyński - O duchach djabłach i kobietach (1927).pdf/39
Wygląd
Ta strona została skorygowana.
— 35 —