Przejdź do zawartości

Strona:Kornel Makuszyński - O duchach djabłach i kobietach (1927).pdf/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.




III.

Żółty jak cytryna, roztrzęsiony, rozgorączkowany, po bezsennej nocy, pan Zięba pojechał nazajutrz rano na Solec, gdzie mieszkał i gdzie łatał buty i życie dzielny i władzą piekielną obdarzony szewc. Zastał go w domu, obejrzał i poczuł, że ma z rozpaczy łzy w oczach. Szewc spał na barłogu z głową obandażowaną. Przywiozło go pogotowie z szynku, gdzie mu jego przyjaciel, stolarz, najwygodniejsze i najbardziej modne robiący trumny, rozbił głowę butelką doskonałej firmy. O tem, by z dziurą w głowie iść na seans, nie było mowy. Szewc mógł tak poleżeć z tydzień. Pan Zięba zdrętwiał. Bał się wracać do domu; że jednak bał się nietylko ducha, ale i żony, wrócić musiał.
Zapukał lekko w wieko fortepianu. Miał wrażenie, że puka w czarną trumnę, pytając jej lokatora, czy można wejść?
— Czy pan tu jest? — szepnął.
Struny brzęknęły cichutko, tak niesamowicie, że się pan Zięba cofnął przerażony.
— Jestem, jestem. Dzień dobry panu. Nie wy-