Przejdź do zawartości

Strona:Kornel Makuszyński - O duchach djabłach i kobietach (1927).pdf/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.
—   28   —

że taki się kiedy ruszy? Może go pan sto lat wołać, nawet się nie obejrzy. Więc tylko my, biedacy, musimy urządzać najrozmaitsze kawały, i kiedy kto wróci na ziemię, to udaje zaraz jakiegoś znacznego nieboszczyka. Ja jestem specjalistą jako Aleksander Wielki. Jeden pisarz wojskowy, którego tramwaj na śmierć przejechał, gra zawsze Napoleona, jeden krawiec wyspecjalizował się, nie wiem czemu, jako Dante, pomyśl pan, co za obrzydliwy kawał, jako Dante. Cezara odgrywa jakiś guwerner, nikt nie chce ryzykować Newtona i Humboldta, bo do tego potrzeba specjalnych wiadomości i nie można się kompromitować, bo tych wywołują wciąż tylko ludzie uczeni. Mamy natomiast bardzo zmyślnego poetę i jest to sprytny młodzieniec, który dość fałszywie, lecz bezczelnie naśladuje Słowackiego. Ten chłystek dyktuje na seansach całe poematy, nie można tylko szelmy nauczyć, że cezura wypada w trzynastozgłoskowym wierszu po siódmej, a w jedenastozgłoskowym po piątej, — zawsze pomyli.
— Niesłychane!
— Co robić, drogi panie? Rozpacz i nędza.
— I tak bez nadziei?
— Coś się musi stać, bo tak długo nie wytrzymamy. Jakoś to już natura obmyśli, ale narazie jest nieszczególnie... Niech no pan trochę doleje konjaku bo ten już zwietrzał... Oj, co to? Ktoś tu idzie.
Zięba porwał się z fotela.
— To moja żona! Boże drogi! Trzecia godzina... Niech pan...