wszystkiego dowiedzieli, niktby z duchami nie gadał. Ponieważ zaś dla biednego ducha wycieczka na ziemię jest rozrywką, jak dla pana wycieczka na wieś, więc stroją miny i robią z tego tajemnicę.
— A pan mi powie?
— Puść pan jeszcze dymu, to powiem; zresztą przyjął mnie pan tak serdecznie... Nigdy mi nie było tak dobrze: leżę na kanapie i palę doskonałe cygaro. Nigdy w życiu nie paliłem tak wybornego cygara.
— Nie mógł pan?
— Byłem profesorem uniwersytetu, proszę pana.
Pan Zięba mimowoli skłonił głowę.
— Patrzcie! patrzcie! — szepnął.
— Pan, panie Zięba, zachwycił mnie tem, że się pan nie przestraszył ducha.
— Panie, ja się bardzo nastraszyłem.
— Ale już to panu przeszło. To bardzo ładnie. Tylko głupi człowiek boi się ducha, który mu nic złego nie może zrobić.
— I pan nic złego nie może zrobić?
— Mogę kogoś najwyżej bardzo nastraszyć, potłuc meble, stłuc lustro, mało co więcej; zawsze zresztą byłem spokojny.
— A inni?
— Inni? Jak się zdarzy. Znam jednego ducha, który na ziemi był wydawcą. To nieprzyjemne indywiduum; ubrdał sobie, że musi zawsze kogoś obdzierać ze skóry, więc próbuje to robić także jako
Strona:Kornel Makuszyński - O duchach djabłach i kobietach (1927).pdf/29
Wygląd
Ta strona została skorygowana.
— 25 —