— Ależ proszę!...
— Obok pana leży zgasłe cygaro; niech je pan zapali i puszcza dym w moją stronę... Bardzo kiedyś lubiłem cygara. Niechże pan zapali..
Pan Zięba drżącemi rękoma zapalił cygaro i dmuchał w stronę kanapy.
— Czy tak dobrze?
— Doskonale. Miło jest na ziemi.
— A tam? — zapytał pan Zięba ze śmiertelną powagą.
— Gdzie?
— No tam, gdzie pan... za grobem?
— Tam? Panie, tam jest okropnie!
— Nie może być!
— Może być, bo ja tam byłem, a pan nie. Ale kiedy pan będzie, to się pan przekona.
Pan Zięba krzyknął nagle.
— Kiedy ja umrę?!
— A djabli pana wiedzą!
— To pan nie wie?
— Niby skąd? Skąd ja mam wiedzieć, czy pan ma kamienie w nerkach, czy sklerozę? Pan myśli, że „tam“ nie mają większego zmartwienia, niż to, kiedy umrze pan Zięba? Przedewszystkiem to ich obchodzi, że sami umarli. Jest to świadomość dość przykra, żeby się nie interesować cudzem zmartwieniem.
— A dlaczegóż tam jest tak źle?
— Źle, nieźle, tylko ciasno i nudno. Duchy na seansach nie chcą o tem mówić, bo jakbyście się
Strona:Kornel Makuszyński - O duchach djabłach i kobietach (1927).pdf/28
Wygląd
Ta strona została skorygowana.
— 24 —