leszcząc szeptem, krążył dokoła. Nagle psychjatra szepnął cicho:
— Aleksander Wielki był kulawy!
I o dziwo! Kiedy wszyscy spojrzeli w stronę ducha, on nagle zaczął chromać, nieznacznie, łagodnie, ale chromał, oddalając się.
— Duchu! Stań! — krzyknął za nim aktor i, nawykły do szerokich gestów, wzniósł rękę, jakby mówił do ducha Hamleta, i przerwał łańcuch. Duch przystanął, ale szewc wstrząsnął się nagle w drgawkach i zaczął udawać niepotrzebnie świętego Wita. Dmuchnięto mu w gębę i zbudził się. Najbardziej pijany szewc budzi się około poniedziałku, a ten nie był pijany.
W tej chwili coś upadło w stronę fortepianu i coś serdecznie, rzewnie głęboko jęknęło. Zafalowała portjera u drzwi, i wszystko umilkło.
— Jezus, Marja! co to takiego? — rzekł cicho pan Zięba.
Nikt nie odpowiadał. Wszyscy zbledli i wszyscy spojrzeli na nieszczęsnego szewca, zgoła jak na krawca. Jak mogło się zbudzić to kopyto tak nie wporę!
— Szewska robota! — rzekł literat.
— W najlepszej chwili! — płakał prawie ginekolog. — Uważaliście, jak przystanął na rozkaz. On! Aleksander Wielki. A skąd pan to wiedział, że Aleksander Wielki był kulawy? To ciekawe... I on kulał. Cudy, cudy.
Strona:Kornel Makuszyński - O duchach djabłach i kobietach (1927).pdf/18
Wygląd
Ta strona została skorygowana.
— 14 —