sprowadzać do domu... Stuka to, puka, potem cała noc oka nie mogę zmrużyć... Krzesła trzeszcza, i z szafą dzieją się jakieś historje... Żebyś przynajmniej się przytulił, żebym wtedy wiedziała, że nie jestem sama... Akuratnie! Oj! Większa byłaby pociecha ze zmory, niż z ciebie... A niech sobie chodzą po domu... Ta przynajmniej z tego korzyść, że cię czasem jakiś nieboszczyk po głowie czemś zdzieli... Czasem i mądry duch się zjawi... Ale ty się kiedy doczekasz, że i ja umrę ze strachu, albo Helusia dostanie konwulsyj, biedne dziecko!...
Helusia, biedne dziecko, bardzo pobożna, duchów się nie bała i drżała tylko na myśl, że gdyby się jej nagle taki duch ukazał, umarłaby ze wstydu, bo duchy mają takie dziwne zwyczaje, że przychodzą wtedy, kiedy człowiek leży w łóżku, same zaś pewnie są nieubrane, bo poco takiemu ubranie?
Pan Zięba podnosił tylko oczy ku niebu i pełnem tkliwości spojrzeniem błagał swoje duchy znajome i nieznajome, aby przyszły, a jeden — najmocniejszy — aby mu żonę udusił, albo, uniósłszy ją na wysokość dziesięciu tysięcy metrów, upuścił ją potem przez nieuwagę. Widocznie jednak mały to był dla duchów interes, bo pani Ziębina żyła i mówiła.
Mówiła też wiele i nadobnie, kiedy w czarny dzień, bo w piątek, miał się odbyć wielki seans u pana Zięby. Przyszło dwóch głośnych aktorów, jeden wielki literat, jeden doktór od warjatów i jeden ginekolog, poza tem słynne medjum, szewc z Solca. Pan Zięba był szczęśliwy i promienny, bo z szew-
Strona:Kornel Makuszyński - O duchach djabłach i kobietach (1927).pdf/15
Wygląd
Ta strona została skorygowana.
— 11 —