Przejdź do zawartości

Strona:Kornel Makuszyński - O duchach djabłach i kobietach (1927).pdf/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.




I.

Pan Walenty Zięba nazywał się wprawdzie jak ptaszek, ptaszka jednak nie przypominał, w każdym razie nie małego ptaszka; był podobny raczej do marabuta, wiadomo zaś, że marabut nie jest ptakiem przystojnym. Tedy i pan Zięba był chudy, łysy, i zawsze zamyślony. O czem myślał? Któż to wie? Nikt nie wie, co się dzieje w główce małej zięby, któż tedy może wiedzieć, co się odbywa w potężnej i do tego łysej głowie wielkiego Zięby. Należy zaś wiedzieć, że głowy łyse, utraciwszy niemałą troskę myślenia o włosach, myślą tem gwałtowniej o sprawach wielkiej wagi i wielkiego znaczenia. Pomijam już to, że pan Zięba, człowiek zewszechmiar sympatyczny i otoczony dokoła szacunkiem, jak dom parkanem, wytężał niezwykle machinę mózgu, aby jak najlżejszym uczynić ciężar, który od lat wielu dźwigał na głowie; bo jak kangur, zwierzę miłe i daleko skaczące, nosi rodzinę swoją w worku brzucha, tak człowiek żonaty, chociaż łysy, dźwiga ją na głowie. Pan Zięba dźwigał na niej żonę wspaniałą i córkę piękną, ozdobę dziewic.