Strona:Korczak-Bobo.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Kiedy płacze, pokazują mu błyszczące przedmioty, — grzechoczą, pukają, huśtają — i bobo znużone czuje się jak podróżny, który po wielu nieprzespanych nocach wpadł do kabaretu z obfitym, ciekawym programem i hałaśliwem towarzystwem: chciałoby się patrzeć i słuchać, a oczy ciężą ołowiem, a obrazy płyną po powierzchni świadomości, jak szare chmury o zmierzchu.

∗             ∗

Zapal dużo świateł i czytaj głośno, radośnie, tryumfująco...
Bobo jest już człowiekiem...
A stało się tak szybko i samorodnie.


Kto zbudził w bobie myśl, trzepocącą skrzydłami w pierwszym locie ponad łąką życia, barwną, gwarną, zasłuchaną w pieśń blasków wschodzącego słońca!
Myśli bobowa, jesteś jak zdroju powierzchnia, lekkim wiatrem mącona, drżąca obrazami pochylonych nad tobą serdecznych postaci.
Tyle gwiazd na niebie, przybyła jeszcze jedna.