Strona:Korczak-Bobo.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Głuchy, cichy, monotonny szmer — i długi bez końca gościniec myśli...
Dla oczekiwanego boba szykują pieluszki.

∗             ∗

Bobo poczuło dotkliwy ból, doznało wielkiego przerażenia. Ból boba nie był naszym bólem świadomym, dojrzałym, doświadczonym, siwym, bólem ojcem i bratem. To pierwszy taki wielki ból.
Bobo doznało ciężkiego uczucia, podobnego do tych, gdy w śnie zmorowym nagle jęczeć poczynasz; budzi cię mąż, matka lub żona i zapytuje: „czemu jęczałeś?“ — a ty odpowiadasz: „nie jęczałem wcale“ lub: „nie pamiętam, — nie wiem.“
Gdy człowieka wśród czarnej nocy obca ręka chwyci za gardło, w obłędzie zduszenia niema obrazu pod powiekami, jest tylko czarny zdławiony krzyk w piersi.
Takim jest pierwszy oddech boba, taką jest ta jedna chwila, — jedna, jak śmierć. Kapłan — ból poślubia małą istotę ludzką z życiem.
Bobo chwyciło płucami zimne powietrze i drżąc poczyna żyć samodzielnie, na własną odpowiedzialność. Połóż palec na