Strona:Klemens Junosza Wybór pism Tom V.djvu/220

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Niech to was nie obraża, ja powiedziałem tylko dla przykładu.
— Wybierajcie trochę porządniejsze przykłady, ja was bardzo proszę, mój Icku.
— Nie, Mojsie, tu nie potrzeba się ani gniewać, ani mieć pretensyi, bo interes jest prosty. Powtarzam wam, że człowiek jest człowiek. Jego Pan Bóg stworzył, on taki jest, ale prócz tego on jest żyd — a czy żyd mało ma kombinacyj? On jest nabożnik, a czy wiecie jak wielkie są kombinacye nabożnika? One idą szeroko, po całym świecie i idą wysoko, do samego nieba — a teraz weźcie na uwagę kombinacye pachciarza! Sami byliście pachciarzem, ja byłem też pachciarzem, w naszej familii było ilu? stu, może tysiąc pachciarzów. Wiadomo wam, kochany Mojsie, że mało ludzi na świecie ma tyle interesów co pachciarze; od krowy do szlachcica, od skórki zajęczej do okowity, do wełny, do zboża, pachciarz wszystko umysłem swoim obejmować musi. Z tego powodu z jego głowy wychodzą kombinacye wielkie, a jeżeli dodacie do tego kombinacye żyda i kombinacye uczonego nabożnika, to przekonacie się, że człowiek jest cała mechanika i wielka kupa kombinacyj. Może nie prawda?
— Może i prawda.
— Ja wam powiadam, że prawda.
— Ale do czego, Icku, wy prowadzicie tę rozmowę? Którędy idzie bieg naszych myśli? Dla czego on wykręca na prawo, na lewo, a nie idzie tam dokąd iść powinien, dla czego nie idzie wprost do interesu?
— On idzie, on idzie niekoniecznie prostą drogą, bo nigdzie nie stoi napisane, żeby wszystkie drogi były