Strona:Klemens Junosza - Z pola i z bruku.djvu/92

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


bowiem twarz sympatyczną i uśmiech łagodny ma ładne oczy siwe, regularne rysy twarzy, wysokie czoło, włosy blond, wijące się trochę, ma wąsiki i bródkę przystrzyżoną. Prezentuje się dobrze, ale kto jest i czego chce?...
Zaraz się to wyjaśni.
— Moja droga — mówi pani Zenobia do swojej towarzyszki, — przedstawiam ci moją córkę jedynaczkę... Jadwiniu, ucałuj panią, jest to najlepsza moja przyjaciółka, koleżanka z pensyi, nie widziałyśmy się już bardzo dawno... a to jej syn, pan Antoni Jarski... a wyobraź sobie, nasz sąsiad, mieszka w tej samej oficynie na facyatce. Co za szczególne zdarzenie!... Po tylu latach niewidzenia spotykamy się na schodach, tuż pode drzwiami naszego mieszkania... Moja Jadwiniu, bawże naszych drogich gości, a ja przygotuję kawę.
— Ja mamę wyręczę — rzekła panna Jadwiga i wybiegła do kuchenki.
Nie o wyręczenie matki jej szło, ale o co innego. W kuchence było małe lusterko, a ten młody człowiek zjawił się tak niespodziewanie, że nie było nawet czasu na poprawienie grzywki nad czołem, która akurat mogła być rozwichrzoną.
Co za nierozsądny zwyczaj, żeby wpadać do kogoś nagle i nie dać czasu na przejrzenie toalety. Niby to nic, a jednak nie zawadziłaby odrobina pudru na twarzy i jakiś mały