Strona:Klemens Junosza - Z pola i z bruku.djvu/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Mówię pani, że przebiegła, z oczu jej to patrzy... Od razu poznałam po tym fortepianie wczorajszym, po sposobie mówienia, po wszystkiem. — A córeczkę jej pani widziała?
— Widziałam.
— Trzeba przyznać, że ładna, ale o ile się zdaje, kokietka... Joasia może bardzo źle wyjść na dzisiejszej wizycie...
— Być może, lecz w każdym razie, ja mam racyę. Mówiłam, że kawaler jest porządny, i pomimo wszystkiego pokazało się, że jest porządny.
— Wszyscy oni porządni — odrzekła, wzruszając ramionami, żona emeryta.