Przejdź do zawartości

Strona:Klemens Junosza - Z pola i z bruku.djvu/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.



II.

 Nazajutrz po południu, kiedy pani Zenobia chciała wyjść na miasto, zastała na schodach wielkie zgromadzenie kobiet, które z ożywieniem niezmiernem, z gestykulacyą opowiadały o jakiemś nadzwyczajnem wydarzeniu.
 Gniew i ciekawość zarazem malowały się na ich twarzach, a ponieważ wszystkie te panie mówiły jednocześnie i razem, ponieważ mowa ich gęsto upstrzona była wykrzyknikami, przeto na razie trudno było zrozumieć o co idzie.
 — Tego jeszcze nie bywało!
 — Pięć lat tu mieszkam, i o niczem podobnem nie słyszałam!
 — Awantura! awantura! — powtarzała malarka.

 — Proszę pani — przerwała szczupła lokatorka z drugiego piętra. — Co to pięć lat! Ja już jedenasty rok w tym domu siedzę, a także nic podobnego nie widziałam i nie słyszałam... Poczekajcie no panie... chciejcie posłuchać.