Strona:Klemens Junosza - Z pola i z bruku.djvu/78

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


opiece oddalonego męża i ojca, aby mu pozwolił powrócić szczęśliwie z długiej i dalekiej podróży — aby dał zdrowie i powodzenie na nowej siedzibie.
Wkrótce potem światło w oknach pierwszego piętra zagasło — zaraz też zagasło na drugiem i trzeciem, w przypadłych do ziemi okienkach utereny i na schodach. Podwórko, niby wielka na cztery piętra głęboka studnia, pogrążyło się w ciemności i widać było nad niem tylko maleńki kawałek nieba, przyozdobiony kilkoma gwiazdkami.
Z ulicy dochodził przygłuszony turkot, a zresztą nic już nie mąciło ciszy nocnej. Mieszkańcy oficyny usnęli.