Strona:Klemens Junosza - Wspomnienie.djvu/4

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Lubię bardzo patrzeć, jak pod palcami rzeźbiarza bryła gliny przybiera istoty żyjącej kształty; z ciekawością też wielką patrzyłem na zgrabną, nerwową rękę Andriollego. Ołówek nie posuwał się po papierze, ale skakał i stukał po stole, niby sztyfcik aparatu telegraficznego. Rzucał bezładnie napozór kreski podłużne i poprzeczne, miejscami szeregiem energicznych, niesłychanie szybkich ruchów, zrobił ciemną plamę — cień, jeszcze się zamaszysto posunął, jeszcze stuknął i oto już wygląda z papieru postać starca z ogromnemi białemi wąsami, charakterystyczna niezmiernie.