Strona:Klemens Junosza - W głuszy leśnej.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

do jeziora, które leży wśród lasu i od drzew, je otaczających, ma ciemne, miejscami prawie czarne zabarwienie wody. Posłuchałbyś, co o tem jeziorze opowiadają. Poematy całe, dziwne, straszne, tajemnicze, a pełne uroku. Ja — bo lubię słuchać tych legend.
— A może je spisujesz? Pamiętam, ongi rwałeś się do pióra, poetą nazywali cię koledzy.
— Może niegdyś. Życie na inną pchnęło mię drogę i nie żałuję tego. Nie jest mi źle. Mam kochającą i kochaną kobietę, śliczne dzieciaki, pracę, którą lubię, ciepły, miły domeczek i ten oto las wielki, piękny, wspaniały — czegóż mi więcej? Im mniejsza skala pragnień, tem większe prawdopodobieństwo szczęścia...
Gość westchnął.
— Masz słuszność — rzekł. — Powiedziałeś zdanie, które każdy człowiek nieustannie powinien mieć na myśli. Im mniejsza skala, tem większe prawdopodobieństwo i naturalnie, im większe pożądania, tem większe zawody. Święte słowa, święte słowa.
— Mówisz to z takim smutkiem, jak gdyby... Czyżbyś doznał goryczy zawodów? Sądząc z tego, co piszą o tobie...
— I cóż mi stąd, że piszą, że mnie chwalą, może nad wartość, nad zasługę, kiedy mi