Strona:Klemens Junosza - Przyszły milioner.djvu/3

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    On też korzysta; prowadzi swój geszeft od wiosny; ma stałych dostawców i odbiorców: w duchu z jednych i z drugich szydzi, chociaż mu korzyść przynoszą. Na przyszły rok odstąpi przedsiębiorstwo młodszemu bratu, sam zaś puści się na grubszą spekulacyę. Może będzie handlował drobiem, może zwierzyną, sam jeszcze nie wie; w każdym razie zajmie posterunek pomiędzy wsią a miastem. Już tak sobie obmyślił — a dalej...
    Dalej droga gładka; byle pierwsze sto rubli...
    Jak dzieciom z innej sfery piastunki opowiadają bajki o wielkich bohaterach, zaklętych księżniczkach, o strasznych smokach... tak jemu opowiadano historye o wielkich geszeftach i rozbudzono w nim także fantazyę w swoim rodzaju. Zaklęte księżniczki nie wiele go obchodzą, chyba żeby która przyniosła klejnoty na zastaw, a co się tyczy smoków, on ich zabijać nie będzie; przeciwnie, rad że istnieją, wyzyska je doskonale... Przyjdzie czas, pozna on najstraszniejsze smoki: mianowicie namiętności ludzkie, chęć używania bez trudu, napawania się wszelkiemi rozkoszami życia, trwonienia ojcowizny. On te smoki potworne do swego wózka zaprzęże i daleko na nich zajedzie.
    Niech tylko ma pieniądze — a mieć je będzie niezawodnie, gdyż w tym kierunku cały swój spryt, całą inteligencyę wysili; gdyż potrafi poprzestawać na małem, obywać się bez wygód, nawet z głodu przymierać, byle tylko choćby o jeden krok posunąć się naprzód, do celu.
    Nie jest to typ wyjątkowy, posiada on liczny szereg poprzedników, i następców także mieć będzie; przewija się on ciągle przez dzieje ludzkości i odznacza jaskrawo, jak czerwona nitka w szarej przędzy; blizki krewny, może nawet syn lub brat wiecznego tułacza, zdaje się być, jak i on, nieśmiertelnym.
    Dość on nabroił, i rzecz dziwna: ludzie kupowali od niego zapałki, ptaszki, bagatelki różne; potem, gdy się dorobił, pożyczali od niego pieniądze i pozwalali się strzydz jak barany; gdy doszedł do szczytu swych marzeń i na kupie złota zasiadł, kłaniali mu się pokornie i pochlebiali w oczy, szydzili zaś z niego, gdy nie patrzył — a nikomu nie przyszło na myśl, aby nabyć od niego towar cenny i istotnie wartościowy. Nie nabyto od niego silnej woli, wytrwałości, umiejętności poprzestawania na małem — a szkoda; gdyby się na tym towarze poznać umiano — to i on nie zaszedłby tak wysoko i wielu innych nie spadłoby tak nizko.

    Kl. Junosza.