Strona:Klemens Junosza - Przy kominku.djvu/221

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.



C

Ciemno jeszcze było.
Mróz, niebo wyiskrzone, gwiaździste.
Kryształki śniegu błyszczały migotliwie; na wzgórku rysował się niewyraźnie kontur wiatraka, którego śmigami wiatr kręcił.
Koguty piać zaczęły; od czasu do czasu szczeknął pies, z okna tej lub owej chaty błysnęło jaskrawe światło ogniska, w którego błyskach migotliwych można było dostrzedz zaspaną dziewuchę lub babę, przędzącą na pierwotnej, jak świat starej, kądzieli.
W czworakach już świecili — ekonom z czerwoną latarnią i z nosem także czerwonym, kręcił się koło budynków, mówiąc pacierz i klnąc wszystkimi dyabłami na przemiany, a pan dziedzic folwarku spał snem sprawiedliwego i chrapał...
Ależ jak on chrapał!!!
Gdybym był poetą, powiedziałbym, że w tem chrapaniu słychać było jęk upadającej posiadłości