Strona:Klemens Junosza - Osobliwość Brzozówki.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
OSOBLIWOŚĆ BRZOZÓWKI.
OBRAZKI WIEJSKIE
PRZEZ
Klemensa Junoszę.


III.
Z dalekich stron.

Przed jedną z chat, niemłoda już kobiecina usiadła na przyzbie i szyje... Nie sporo jej idzie ta robota, bo w zgrubiałej ręce trudno igły utrzymać, a oczy także odmawiają posłuszeństwa; nie widzą tak dobrze jak dawniej... Biedne te oczy, wypłakane, bo niedawno kobiecinie mąż umarł, najstarszy syn w wojsku, drugiego niedługo to samo czeka, a trzeci, niedorostek jeszcze, orać nawet nie umie... Jest wprawdzie jeszcze córka, ale jakaż z niej pociecha? Dziewka ładna jak malowanie, tylko patrzeć jak przyjdą swaty i zabiorą. Szyje babina i myśli o swojem sieroctwie na starość; zadumała się i nie uważa, że jakiś człowiek zbliża się do niej. Jest to brzozowiecki dygnitarz Mateusz Sikora, godnie noszący na szerokiej piersi mosiężną blachę sołtysa. Chłop to setny, niemłody już, szpakowaty, a przytem poważny okrutnie. Nie dziw, kto podatki z całej wsi nosi do kasy, kto rekrutów do powiatu odstawia, wezwania sądowe i wyroki doręcza — ten nie może nie zachowywać godności...
Mateusz zbliża się do szyjącej kobiety.
— Niech będzie pochwalony — mówi — witajcie Jakóbowa!
— Witajcie Mateusie, witajcie, aby jeno z czem dobrem, bom się kaducnie zalękła... pewnie o jaki podatek... aż nogi podemną dygoczą... a może po Franka?
— I nie za podatkiem i nie po Franka, jeno przyniosłem wam list, musi od Ignaca wasego co je w wojsku.
— O Matko miłosierdzia, o Panienko majświętsza... a dawajcie że duchem mój Mateusie kochany...
— I co wam z tego? toć wy musi niepiśmienni i tak nie przeczytacie...
— A może wy?
— Gdzie zaś?.. ja takoż nijak nie mogę tych kulasów rozebrać... na książce to jeszcze siako tako, ale listu, ani w ząb... musi trza sobie na jarmarku okulary kupić... Weźta że on list i schowajcie, może się trafi kto piśmienny, to przeczyta.
— Oj zebyśta wiedzieli Mateusie, aż mnie coś w sercu ściska, az nożyska podemną dygoczą z wielgiej ciekawości... Jak on tam chudziaczek żyje w obcej stronie? czy go jeszcze kiedy moje oczy zobaczą...
— Kiej takieście ciekawe, moja Jakóbowa, to wam powiem i przez czytania co w onym liście stoi: „Kochana matulu z Bogiem sobie żyjta i parę rubli przyślijta; jak mnie na wojnie nie za-