Strona:Klemens Junosza - Obrazki z natury - W powodzi kwiatów, Gdy konwalje.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

straszną biedę i drożyznę żydówek, podsuwających po kilka wytartych miedziaków.
— Proszę tam kłaść w puszkę... — mówił, wskazując jakieś blaszane pudełko od tytuniu.
Pacjenci korzystali z dyskrecji i, zamiast dwuch złotych, rzucali po 20 groszy, a owdowiała ciocia Ruchla przez omyłkę położyła dziesiątkę, a wzięła z puszki reszty złotówkę.
Można się domyślić, że zbiór nie był nadto obfity; lecz cóż to stanowi? Pierwszy dzień... Niechno się ruszy inteligiencja miasta, okolica, wtenczas dochody popłyną, jak fala wzburzonego potoku... Wypadnie kupić kasę ogniotrwałą, żeby owe skarby przed złemi ludźmi ukryć bezpiecznie.
Inteligiencja miasteczka nie dała długo czekać na siebie... Co raz, to jaka służąca z bilecikiem zapraszającym wpadła, a wszystkim było pilno, wszędzie niebezpieczeństwo zagrażało. Osobliwa epidemja nawiedziła tego dnia wielce sławetne miasteczko X. nad X., epidemja dziwnego rodzaju, jakiej od samego Hi-