Przejdź do zawartości

Strona:Klemens Junosza - Obrazki szare.djvu/232

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.
— 224 —

większe mieszkanie i miewa pokoje do wynajęcia. Po tobie, panie Stanisławie, było już z piętnastu lokatorów.
 — Klekotowicz zawsze asystuje?
 — A jakże... Ciągle nibyto robi kroki rozwodowe dla Olimpci... ale zdaje mi się, że w rezultacie rozwiedzie ją z tą resztą pieniędzy, jak a jéj pozostała, a potém puści ją kantem. Nie lubię tego obłudnika i jeżeli kiedy Szwalbergowa poprosi żebym go moresu nauczył, to zabiorę się do niego z gustem... Jak go trącę w tender, to wszystkie węgle pogubi, lis jeden... Niech on mi się nie nastręcza...
 — A Pelcia? — spytałem nieśmiało.
 — Aha! — rozśmiał się mechanik — tegom czekał, wiedziałem, że się o nią zapytasz... Teraz się nie wyprzesz, że ci w oko wpadła...
 — Ale zkąd!...
 — Po co ta obłuda?... U mnie, widzisz, co w głowie to w mowie, co w myśli to na języku... Co mam gadać, to powiem i, żebym nawet siedmiu żydów zabił, tobym się nie wyparł. Nie masz się czego wstydzić, Pelcia nie była brzydka dziewczyna...
 — Spodziewam się, że miewa się dobrze.
 — Nie bardzo. Wyszła za mąż.
 — Dawno?

 — Może wpół roku po awanturze z tobą, zrobiła się druga awantura.