Strona:Klemens Junosza - Na szarej jesieni.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


podczas gdy kasztelanka, przebudzona ze snu głębokiego, a widząc co się święci, zemdlała i stała się jakoby nie żywa, zwłaszcza że ukochanemu pistolet przyłożono do czoła.
— Aha! no otóż widzisz waszmość, że nie taki djabeł straszny jak go malują. Rotmistrz ostro się stawił. Powiedział że „Nec Hercules contra plures“ ale później chyba żyw nie będzie jeśli swej prawnie zaślubionej małżonki nie odbierze, a ichmość panom braciom uszów nie poobcina.
Kasztelanisko stary widząc, że się już rzeczy zreperować nie dadzą, z losem się pogodził, zięcia siako tako przyodział i forytować go począł, tak że młoda para szczęśliwie żyła, ba! nawet wnuków się doczekali. Ot już i koniec... żebyś się nie spieszył, tobym ci wieczorem opowiedział całą tę historyę z detalami, ale u was młodych to wszystko na gwałt! Jedź że sobie z Bogiem, kiedy ci tak pilno, a przy okoliczności nas nie mijaj, bo ci zawsze szczerze radzi jesteśmy.
Pożegnałem poczciwego dziadka i uprzejmych gospodarzy, uścisnąłem pyzate dzieciaki a pannę Apolonję pocałowałem w rękę, co ją mocno zażenowało.
Wszyscy wyszli na ganek, Marcin fornal przeżegnał się i kasztany ruszyły.
— Stój! Stój! zawołał dziadek, gdyśmy już byli przy bramie.
Marcin stanął, a staruszek, zbliżywszy się do bryczki, wziął mnie za guzik i mówił.
— Ale bo widzisz, zapomniałem ci jeszcze powiedzieć, co sie stało z dychawicznym? Zdechł biedaczysko, bo też rotmistrz paskudnie go spędził po kniejach...

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Opuściłem gościnny dworek i jechałem ku stacyi. Deszcz mżył drobniutki, zimny, przenikajądo kości.
Szara jesień rozpłakała się na dobre. Jakżeż podobnem do owej szarej jesieni jest życie tej biednej kobiety, tej gderliwej starej panny. Tylko że szara jesień skończy się kiedyś i dla ziemi znowuż słońce zaświeci, a tej biednej już do samego grobu zawsze będzie smutno i łzawo.
Dzieciom wiosna, młodym lato zajaśnieje, starym zima w otoczeniu wnuków przejdzie błogo, przy cieple domowego ogniska — ale w jej sercu złamanem „szara jesień“ aż do końca życia trwać będzie.
Biedna stara panna!