Strona:Klemens Junosza - Milion za morzami.djvu/12

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.

    nowaną lub spowinowaconą z całym powiatem.
    Dziesiątki par wyswatała, bo swatać namiętnie lubiła, setki dzieci trzymała do chrztu, a ile wyżyła w swojém życiu tabaki, toby tego w tęgi wańtuch po wełnie nie wsypał.
    Zresztą była to zacna i uczciwa babina, a jeżeli kiedy w życiu swojém zgrzeszyła, to chyba tylko językiem.
    To téż raz pewien stary kapucyn powiedział jéj na spowiedzi:
    — Będą jejmość diabli do piekła ciągnęli!
    — Za co? ojcze duchowny, — pyta wystraszona wdowa.
    — Jużciż nie za włosy, bo ich jejmość nie masz, tylko za język, co go nigdy za zębami trzymać nie umiesz...
    Babka bała się przepowiedni kapucyna, strzegła téż swego języka bardziéj, niż akademia Krakowska strzeże jego czystości. Ale trudno go było ustrzedz i często niecnota nabroił.... choć go potém skruszona grzesznica pieprzem posypywała za karę. Boć zawsze lepszy podobno pieprz na ziemi, aniżeli cukierki.... w piekle.
    Gdyby babcię Justysię (bo tak ją wszyscy nazywali) zapytano: gdzie pani dobrodziejka mieszka? — wątpię bardzo czy umiałaby na to odpowiedziéć.
    Byłoby to bowiem rzeczywiście zbyt trudném.
    Niech wszakże czytelnik nie sądzi, że szanowna ta i ze wszech miar poważania godna matrona, urządzała się jak poeta, to jest, że nie mieszkała wcale; nie, — babcia dla tego nie wiedziała gdzie mieszka, bo miała mieszkań za dużo.
    Pożeniwszy wszystkich synów, powydawawszy za mąż wszystkie córki, podzieliła majątek pomiędzy ewentualnych swoich spadkobierców, wymówiwszy sobie tylko u każdego z nich osobny pokój, osobną stajenkę i dożywotnią pensyę po dwieście złotych rocznie na tabakę.
    Na swój wyłączny użytek zatrzymała tylko wielką żółtą brykę na resorach, z budą i trzy spasione jak wały deresze, któremi kierował stary Walenty.... a był to setnie stary dziad, bo babcię woził do ślubu, gdy miała na zawsze swe losy z losami Pękalskiego połączyć.
    Siedzenie żółtéj bryki było prawdziwym rogiem obfitości.
    Z niego to, niby z jakiejś przepaści niezgłębionéj, babcia wydobywała węzły, węzełki, pudła, paki, tłomoki i tłomoczki.
    Tu były podarunki dla córek i synowych, tu skład łakoci i materyałów aptecznych dla wnuków.
    Tu mieściły się zapasy francuzkiéj tabaki i księga do nabożeństwa wyzłocona suto, a wielka jak mszał.
    Babcia potrzebowała bowiem wiele modlitwy i wiele tabaki, a i duszy i nosowi w równéj mierze lubiła dogadzać.

    (Dalszy ciąg nastąpi).