Strona:Klemens Junosza - Historya o kilku emerytach i jednym fortepianie.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Rafał, Józef, Konstanty i Ludwik.
Odziedziczył imiona po wszystkich ośmiu dziadkach.
Opieka nad Józią wypełniła emerytom resztki nudnego, monotonnego, samotnego życia, odmłodnieli, ożywili się, zawsze mieli humor dobry.
Nie odmienili wszakże swoich zwyczajów: co rano schodzili się w ogrodzie, pili wodę, zażywali tabakę i karmili wróble.
Gawędzili téż o złotych czasach, w których palono drejkönig i pruskie cygara, o dawnych stosunkach, zmarłych lub rozproszonych po świecie kolegach, a najwięcéj naturalnie o Józi i prawnuku, który wizytował swych pradziadków w ogrodzie.
Co rok zaś, dwudziestego piątego maja, urządzali sobie składkową bibkę, celem uczczenia rocznicy kupienia fortepianu czyli pantalionu — jak go archaicznie nazywał dziadzio Inocenty.

KONIEC.