Strona:Klemens Junosza - Był to obraz... ale oblazł.djvu/5

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Owszem, pan Piotr, ojciec Józia, człowiek starej daty, a niesłychanie uprzejmy, zawsze mawiał:
To obraz! ta pani Marja! to obraz mój Józiu.... Rubensowski obraz....
— Alboż to proszę tatki, ś. p. mąż pani Marji nazywał się Rubensowski? przecież tatko sam mówił że....
— Osioł jesteś mój Józiu, przez trzy O.... mąż pani Marji był Dygasiński, porządny szlachcić co się nazywa... ale ona, to panie Dobrodzieju Madonna, Madonna przez trzy M, panie Dobrodzieju...
Józio wysłuchał ojcowskiego objaśnienia a potem, gdy pisał do Warszawy adresował: Jaśnie Wielmożna Marja MMMadonna Dygasińska, JWna pani etc.
Serce młodzieńca gorzało... serce pani tliło się, ale w tem zarzewiu drgały jeszcze iskry zdolne wzniecić pożar straszliwy.... Kochali się, a oboje razem mieli lat blizko siedmdziesiąt podobno. Gdyby podzielić równo, wypadłoby po trzydzieści i pięć lat na osobę, wszelako równy podział był niemożliwy.