Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom VI.djvu/92

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


serce, że jak się do czego przywiążę, to jestem wierny aż do śmierci.
Rzekłszy to, stary kawaler westchnął i spojrzał na Julcię.
— Jeżeli pan tę zasadę przywiązania stosuje do ludzi — wtrąciła złośliwie ciotka — to żona pana musi być bardzo szczęśliwa.
— Żona? — zapytał zdumiony — ja żony nie mam, proszę pani.
— Więc pan dobrodziej wdowiec?
— Chowaj Boże, jestem kawaler jak dotychczas, żyję w osamotnieniu i smutku.
— Trzeba było sobie znaleźć pocieszycielkę.
— Nie szukałem, pani dobrodziejko, pod słowem, nie szukałem. Może w okolicy mówią inaczej, ale to plotki, nic więcej, jak zwykłe parafialne plotki. Taki ważny krok w życiu trzeba robić z namysłem, chyba że się znajdzie przedmiot, który, to jest właściwie dla którego...
— Proszę pana — rzekła służąca, wchodząc do pokoju i zwracając się do Wiktora — przyszedł gajowy i trzech chłopów.
— Jakaś leśna sprawa — wtrącił Kaliciński — codzienna to u nas zabawka.
— Zawołaj ich tutaj — rzekł Wiktor.
Po chwili interesanci weszli do pokoju. Gajowy, w krótkiej sukmanie, z torbą borsuczą na ramieniu i strzelbą powiązaną sznurkami w ręku, kłaniając się nizko, rzekł:
— Z przeproszeniem wielmożnego dziedzica, pan