Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom VI.djvu/66

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w ogóle ci, którzy nie przeszli jeszcze twardej szkoły życia: wszystko wydaje ci się dobrem, pięknem, szlachetnem, a w rzeczywistości jest inaczej. Rządź się dobrze, pracuj, oszczędzaj. Więcej nic ci już nie powiem, a o to, coś usłyszał, nie obrażaj się. Byłem szczerym przyjacielem twego stryja, więc też i tobie dobrze życzę. Bądź zdrów, a w razie jakiego kłopotu, gdy będziesz potrzebował pomocy lub rady, proszę do starego Borutowicza jak w dym — i ręczę, że zawodu nie doznasz.
Wiktor uścisnął serdecznie rękę mecenasa i odprowadził go do stacyi kolei.
Kalinówka leżała w ładnem położeniu, wśród wzgórz falowatych, pokrytych lasami. Tuż za wsią, której białe chaty malowniczo były rozrzucone na pochyłości, płynęła rzeka spławna, a nad nią rozciągały się łąki szmaragdowe, pachnące.
Młyn warczał i turkotał nieustannie, bujne zboże pod tchnieniem wiatru, kołysało się, jak fala wód szeroko rozlanych. Zdaleka widać było las duży, sosnowy, który jak czarna rama zamykał krajobraz.
Folwark zabudowany porządnie, otoczony wysokim parkanem i rzędem topól wysmukłych, widać było zdaleka; nieopodal zaś znajdował się dwór, drewniany wprawdzie, ale wygodny, obszerny, z dużą werandą, po której pięło się wino dzikie.
Tuż za dworem był ogród, w części dziki, w części owocowy, a snać założony dawno, gdyż o tem świadczyły drzewa grube, rozrosłe, zapewne od lat wielu istniejące.