Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom VI.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Chłopstwo! co to jest chłopstwo pytam, przecież to bracia nasi, tylko duchem ubożsi.
— Kradną na potęgę, szkody robią.
— A dla czego? Dla tego, że tak zwana inteligencya wiejska nie umie się z nimi obchodzić, że ich za najmniejszą rzecz ściga i prześladuje; a mojem zdaniem to nie jest dobry system. Przecież to są ludzie, można im wyperswadować, wytłomaczyć, przekonać. Otóż możność zbliżenia się do nich, oddziaływania na ich serca prostacze, jest dla mnie bardziej ponętna, aniżeli sam majątek. Ona mnie zachwyca i ożywia, bo wierz mi cioteczko, że wedle mego przekonania, najpiękniejsze to zadanie człowieka stać się pożytecznym.
— Jak ty pięknie mówisz, Wiktorze! — zawołała Julcia, zarzucając ręce na szyję brata — pozwól niech cię uściskam serdecznie i wiedz, kochany mój braciszku, że będę najszczęśliwszą, jeżeli zdołam chociaż w drobnej cząstce przyczynić się do urzeczywistnienia twoich planów.
— Dziękuję ci; znam twój sposób myślenia i wiem, że pójdziesz ze mną zawsze ręka w rękę.
— Wszystko to pięknie mój Wiktorze — rzekła ciotka — ale zdaje mi się, że należałoby...
— Ah, kochana cioteczko, należałoby przedewszystkiem cieszyć się z szczęścia, które na nas najniespodziewaniej spadło.
— No tak, ale...
— Odrzućmy wszystkie ale, damy sobie przecież radę. Posiadamy majątek, a to dużo znaczy,