Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom VI.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i rzekł. Zmarły niedawno serdeczny mój przyjaciel Dezydery...
— Dezydery! — zawołała ciotka — zapisał ci?! ile? mówże ile? No, Wiktorze, bo dalibóg rozgniewam się na ciebie. Tu idzie o ważne rzeczy, o los całego życia, a ty...
— Moja ciociu, kiedy ja sam nie wiem ile mi zapisał.
— Przecież mecenas musiał ci powiedzieć.
— Powiedział tyle tylko, że stryj Dezydery pozostawił u niego testament, mocą którego zapisał mi folwark zwany Kalinówką.
— Śliczny folwark, znam doskonale — zawołała ciotka z uniesieniem radości. — Ślicznie, wybornie! winszuję ci z serca.
— I ja ci winszuję, drogi braciszku — rzekła Julcia, zarzucając mu ręce na szyję.
— A o Julci nie pamiętał jednak.
— O nie ciociu, tylko dał jej inną rolę.
— Jakto?
— Mnie zrobił właścicielem większej posiadłości ziemskiej, a Julcię moim... zgadnij czem...
— Alboż ja wiem... może gospodynią, albo szafarką.
— Jeszcze gorzej... Ciebie zrobił stryjaszek moim Ickiem.
— Ickiem?!
— Jeżeli wolisz, to Ickową. Zalecił bowiem, aby na hypotece Kalinówki zabezpieczyć dla ciebie dziesięć tysięcy. Umówmy się tedy o procent, moja