Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom VI.djvu/196

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Juści przekonać, to nas wielmożny dziedzic przekonał, ale podpisywać nie będziemy...
— Nie?
— Nie będziemy podpisywać, krzyknęła gromada, — niech tak będzie jak było i skutek...
Wiktor zaczerwienił się. Chciał coś przemówić, ale pochwycił go silny atak kaszlu, krew rzuciła mu się ustami...
W domu zrobił się alarm. Julcia i ciotka przybiegły — zarządziły domowe środki ratunku...
Chłopi postali jeszcze czas jakiś przed gankiem i rozeszli się do domów, geometra i urzędnik poprosili o konie do wyjazdu.
W dziesięć minut później, wąsaty Mateusz zaprzągł kare konie do lekkiego wolantu i popędził do miasteczka po młodego Żarskiego.