Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom VI.djvu/185

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dnak pijany. Umiał w porę rzucić słowo, gdy było potrzeba i utrzymać tę ciemną, ślepo mu wierzącą gromadę, w stanie ciągłego rozdrażnienia.
We dworze prowadzono również bardzo ożywioną rozmowę.
Wiktor tryumfował.
Blada zazwyczaj jego twarz pokryła się rumieńcem, oczy płonęły. Wanda z upojeniem słuchała jego słów i od czasu do czasu zwracała ku niemu piękne, rozumne oczy.
— Widzicie panowie — mówił Wiktor — widzicie sami, że z tymi ludźmi dobrocią wszystko można zrobić. Nie potrzeba na to wielkich ofiar, ani wielkich poświęceń. Szczere, serdeczne, a naprawdę życzliwe przemówienie musiało odnieść skutek. Moja teorya tryumfuje — a panom dzięki składam, za to, żeście mnie tak skutecznie poparli. Teraz jestem już zupełnie spokojny. W Kalinówce będzie cichość i zgoda. Usunąwszy najważniejszy szkopuł, będzie można usunąć i inne; będzie można działać skutecznie w celu rozwoju oświaty i moralności. Jestem bardzo, bardzo szczęśliwy... Cioteczko! może tam ciocia ma w zapasach swoich kilka butelek dobrego wina... Wzniesiemy toast na cześć zgody! — Panie Żarski, dodał, zwracając się do starego rządcy... — dla czego pan ramionami wzrusza?...
— Hm... nie mam się z czego cieszyć... — odrzekł.
— Doprawdy, szczególniejsze masz pan usposobie-