Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom VI.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Bo i pewnie, ma człek zamrzeć, to i tak zamrze, przez żadnych sztuk doktorskich.
— Drzewka to już, dalibóg, głupstwo! Czysta komedya. Na co tobie drzewka?!
— No juści, zawdy koło chałupy piękniej, jak się drzewina zieleni, a dobrze też czasem i gruszczynę, albo choć i jabłko zjeść.
— Oj Kaczorek! oj Kaczorek! niby ty mądry, a głupi!
— Dla czego?
— Dajmy na to, że u ciebie około chałupy sadek. No i co z tego?! co ty będziesz miał? Jabłkami pójdziesz handlować jak żyd! Aj Kaczorek! Kaczorek! No, ale gadaj no dalej.
— Dalej, to panie przemawiał, przemawiał nasz rządca...
— Stary cygan!
— Powiedział, tak i tak, moje ludzie, ja zwami tyle lat żyję, we zgodzie, po Bożemu, a choć w ostatnich latach nastało powiada, na to mówiący, łajdactwo między wami, dla tego ja zawsze waszę stronę, powiada, trzymam, i chciałbym dla was jaknajlepiej... Zgodźta się i podziękujta panu, że sam sobie krzywdę robi, aby jeno wam dogodził...
— I wy wierzyli?
— Panie — rzekł nieśmiało Śmieciucha — nasz rządca człowiek dobry.
— A ty jesteś człowiek głupi — odpowiedział pan Mikołaj ze złością... u ciebie tyle rozumu, co u czar-