Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom VI.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Mieszkanko, które zajmował, urządzone było skromnie lecz wygodnie, ręką kochającej matki. Było marzeniem pani Żarskiej, żeby przy synu zamieszkać, ale projekt ten nie mógł być zaraz wykonany, mąż jej albowiem ustąpił prośbie Wiktora, przez pana Mirkowicza popartej, i zdecydował się jeszcze przez jeden rok w obowiązku pozostać.
Młody Żarski częstym bywał gościem w Kalinówce, już to jako lekarz, często wzywany do Wiktora, już to jako syn, pragnący rodziców odwiedzić. Przy tych odwiedzinach wszakże, tak się jakoś składało, że w domu rodziców bawił ledwie kwadransik, a we dworze natomiast przesiadywał godzinami całemi
Kaliciński, który wytrwale rolę konkurenta odgrywał i kilka razy w tygodniu do Kalinówki na bucefale swoim przyjeżdżał, przygryzał wąsy z wściekłości, ile razy doktora tam zastał i postanowił w duchu, że musi się z rywalem po rycersku rozprawić.
W tym celu sprowadził z Warszawy dwa potężne rapiry i parę pistoletów ogromnych, gwintowanych, z których nie tylko szczupłego doktorka, ale nawet słonia możnaby było zastrzelić.
W ogrodzie, u siebie w Toczkach, ustawił grubą deskę dębową, wyciosaną niezgrabnie w kształt człowieka, i na niej w odpowiednich miejscach namalował czarną farbą olejną, nos, oczy, usta i serce.
Codzień, skoro wstał tylko z łóżka, nabijał pistolety, szedł do ogrodu i pakował rywalowi swojemu „in effigie“ kulę w środek czoła, lub w piersi, w wyjątkowych zaś razach, gdy był w szczególnie łagodnem