Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom VI.djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


chociaż jeden fakt, choćby najmniejszy dowód, że droga, którą obrał jest dobra. Cóż, nie odpowiadasz mi?
— Namyślam się.
— Namyślasz! Owszem, namyślaj się, namyślaj ale nie sądzę, czy co znajdziesz.
— Na razie, rzeczywiście trudno...
— A więc zanim ty znajdziesz jaki dowód na jego korzyść, ja przytoczę kilka przeciwnych. Posłuchaj no uważnie: jest już w tej okolicy przez rok czasu, objął majątek w najlepszych warunkach, zagospodarowany, administrowany wybornie, bez grosza długu. Stosunek włościan i służby folwarcznej do dworu zastał jak najlepszy, a przytem, jako sam nie gospodarz i człowiek nie fachowy, znalazł prawdziwy skarb w osobie Żarskiego. Trzeba ci bowiem widzieć, że tego rodzaju ludzie jak Żarski, w dzisiejszych smutnych czasach należą do wyjątków. Objąwszy gospodarstwo w tych warunkach, mógł żyć spokojnie, pracować i uczyć się przy tak doświadczonym człowieku.
— Czyż pan Wiktor tego nie robi? Czy z narażeniem zdrowia własnego, które, jak ojczulek wie dobrze, nie jest w stanie kwitnącym, nie bywa codzień w polu, nie naraża się na zmiany powietrza? Wiem ja, wiem, ile to zmartwień przyczynia jego siostrze.
— Być może; ja nie wątpię o jego dobrych chęciach, lecz krytykuję czyny. Patrz, co się dzieje dzisiaj w Kalinówce! Służba rozpuszczona, Żarski lada dzień odejdzie.
— Jak to? Pan Żarski miałby opuścić Kalinówkę, po tylu latach? To niepodobieństwo!