Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


człowiek myślący o tym przedmiocie gang swego mózgu wydoskonalił.
Rzeka, co była od południowej strony miasta, obecnie nie jest rzeką, ponieważ wyschła i niema w niej ani kropli wody.
Natchniony Pinkns Steinerkopf napisał o tym wypadku wielki poemat, z którego pozwolę sobie wydobyć tymczasem jedną perłę:

„Mówią ludzie, co dzieje stare znają blizko,

„Że niegdyś (cóż bo ujdzie pamięci człowieka?)
Kozy miejskie wypiły rzekę i nazwisko

I odtąd się nazywać przestała ta rzeka.“

Co się tyczy góry, to faktem jest, na co każdy mógłby przyjąć deferowaną przysięgę, że jej także już niema.
Jak złodziej, co wynosząc ze śpichrza codzień po parę garncy zboża, może z czasem cały spichrz w ten, sposób ukraść, tak wiatr przez ciągłe dmuchanie ową górę wydmuchał, ponieważ była ona cała z piasku i nie miała w sobie żadnej spoistości.
Pałacu magnackiego także już niema. Zdmuchnął go nie wiatr, ale prawdę powiedziawszy, nasze kochane żydki, o których wiadomo z Pisma, że nie takie pałace zdmuchiwali. W jaki sposób to zrobili? W bardzo prosty.
Jedli potrochu magnata, aż go zjedli (oby im to na zdrowie posłużyło); potem pałac opuszczony rozwalił się, potem była licytacya, żydki kupili posadzki, okna, drzwi, drzewo, cegłę, przehandlowali ten towar, puścili go w trzecie ręce — i z wielkiego gmachu,