Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


o niej powiedzieć, że jest pikies fajn dziewczyna — a o Bajli można powiedzieć, że jest pikies fein dziewczyna i wcale nie waryatka, ale nabożna, porządna żydóweczka. Daj Boże, żeby wszystkie nasze córki były takie. Ha?
— Po co wy mnie to wszystko powiadacie?
— Powoli, czekajcie-no, już prędko przyjdziemy do skutku, powiedzcie-no, Jojna, tak naprawdę, na wasze sumienie, ile wam dał Mendel pieniędzy?
— Co on mi dał? Wcale nie dużo, jedne sto rubli.
— Co to jest sto rubli?
— To jest dziesięć razy po dziesięć rubli, alboż wam nie wiadomo — a teraz za tę przykrość, za awanturę, co była na weselu, to ja myślę, że powinien mi dodać przynajmniej pięćdziesiąt rubli, to będzie razem sto pięćdziesiąt.
— No, no — a Chana Gołda mogłaby wam odrazu gotówką, dla was... słyszycie, Jojna, dla was samych, dać cale trzysta rubli...
— Dziwno mi bardzo, mój Judka, że lubicie kogo częstować orzechem, wiedząc, że ten ktoś zębów nie ma.
— Jak mam wasze słowa rozumieć?
— Tak, jak mówię.
— Ja nie wiem.
— Powiedzcie mi, czyście tu przyszli jak swat od Chany Gołdy i jej męża?
— Jak swat, dlaczego nie miałbym przyjść jak swat?
— Osobliwy z was swat, że chcecie żonatych lu-