Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


żonę! obyś się jakn aj prędzej z piekłem ożenił! Chodź tu, chodź, luby kochanku, chodź, niech cię pocałuję tym kawałkiem pantofla...
Zrobił się wielki gwałt i awantura, a Boruch Bajgel szepnął po cichu do Pinkusa:
— No, no, ja wam powiadam, że poganin Holfernes miał lepszy los od Judyty, przynajmniej odrazu z nim skończyła, a nasz biedny Fajbuś ma przez całe życie być bity pantoflem.
Całe wesele rozbiło się na nic... Stary Jojna, ojciec Fajbusia, w wielkiej popędliwości napadł na Mendla, groził mu kryminalnym procesem, likwidował sobie znaczne koszta, za hańbę syna, za jego krzywdę, za kuracyę...
Kilku starszych żydów, obywateli bardzo poważnych, co mieli domy swoje i duże znaczenie w mieście, stanęli po stronie Jojny.
— Jak to można — mówili — zrobić komu taki wstyd i kompromitacyę!?
— Co ja temu winien? co ja winien? — krzyczał Mendel — co wy chcecie odemnie? Czy nie dotrzymałem warunków? czy nie wypłaciłem Jojnie tyle, iłem się zgodził? czy nie wyprawiłem porządnego wesela?
— Żeby wam takie wesele!
— Sza, sza, cicho, pozwólcie mi się wytłomaczyć. Fajbuś chciał moją córkę za żonę. Ja też chciałem: powiedzcie mi teraz, czy Małka nie jest moja córka i czy jej nie dałem za żonę Fajbusiowi?
— Ładna żona, niech ją oko zaboli!
— Ta sama jest, którąście chcieli i którą ją