Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/306

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


tak... Stój! czekajże, uważaj na mnie, przecież to tak łatwo: raz, dwa! raz dwa!...
— Tak, cioci łatwo, wierzę bardzo; po lekcjach Lafourchetta, po tylu latach wprawy, przy wrodzonym zresztą wdzięku i poczuciu piękna, którem się ciocia zawsze odznaczała — to łatwo, ale mnie...
— No tak, może być że ci trudno, ale nie idzie zatem żebyś nie mógł trudności pokonać — próbuj!
— O niezdaro! — odezwał się wuj — zaczynam wierzyć że Springmüller powiedział prawdę — ja stary, mógłbym cię zawstydzić. Siadaj i patrzaj na nas, patrz, tylko uważnie. Moja Róziu, proszę cię.
— Kiedy już czuję zmęczenie...
— Ale co tam! jakie zmęczenie! ty taka sławna, taka zawołana tancerka! Chodźże duszko, a ty Zuziu, graj...
Oboje wujostwo puścili się w pląsy. Poły szlafroka pana Inocentego rozwinęły się jak żagle, ale on na to nie zważał. Tańczył zawzięcie aż dotąd, dopóki zmęczona pani Róża nie poprosiła go, żeby już dał pokój.
— Co to daj pokój! Właśnie ani myślę, chcę raz przekonać tego smyka, czem jesteśmy, my, stara gwardya, wiarusy salonowe...
— Mój mężu, ja już ledwie tchnę.
— To nic moja duszko, dla odpoczynku usiądź przy fortepianie i zagraj, a ja będę tańczył z Zuzią, Zuziu, chodźże.
— Wujaszku, kiedy ja...