Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/302

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie do tego się mówi. Powiedziałam, że źle, bo za prędko... Jesteś leciutka i kręcisz się jak fryga, a uczyć należy powoli, z rozmysłem, żeby się chłopak przypatrzył dobrze i zrozumiał. Najlepszym nauczycielem jest powolność i cierpliwość, a ty masz charakter gorący i chciałabyś wszystko odrazu.
— Więc ucz go sam.
— Nie wymawiam się! bardzo chętnie, owszem, możemy go uczyć oboje i sam się przekona najdowodniej, że Springmüller jest osieł, że jemu niedźwiedzi uczyć tańczyć, ale nie ludzi...
Mówiąc to, wuj podniósł się z kresła, zawiązał na sobie mocniej sznury od szlafroka, poprawił czapeczkę na głowie i stanął na środku pokoju...
— Uważajże, proszę cię, jak się robi, a raczej jak się robiło po dawnemu, z elegancyą i wdziękiem. Wyobraź sobie, że tu oto jest salon, dookoła krzesełka lub ławeczki, na których siedzą damy. Orkiestra zaczyna grać walca... Niech ci się zdaje, że upatrzyłeś sobie tancerkę, do której ciągnie cię serce. Idziesz ku niej, ale pamiętaj że nie idziesz zwyczajnie, jak na spacerze, ale z wdziękiem i w dygach, w ukłonach, stosując się, o ile możności, do taktu muzyki — ot tak... Przybliżyłeś się do damy, składasz jej głęboki ukłon i powiadasz: „czy mogę się ośmielić?“ Ona się rumieni, odpowiada: „i owszem“ i powstaje. Wtenczas ty delikatnie prawą ręką obejmujesz ją wpół, lewą zaś...
— Ależ mój mężu — przerwała z niecierpliwością pani Róża — Florek to wszystko umie i bez ciebie.