Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/300

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— No i cóż?
— Pierwszą część zrozumiałem odrazu, drugiej ani w ząb.
— Nie może być?
— Jak wujostwo szanuję. Springmüller tłumamaczył, pokazywał, prosił żebym uważał, w końcu rozłościł się tak, że zaczął kląć po niemiecku i posłał po trzy butelki piwa... Na tem się skończyła pierwsza lekcya. Tłumaczyłem mu że każdy początek jest trudny i przyrzekłem, że dołożę na przyszłość wszelkich starań, żebym się stał uczniem godnym mistrza. Kazał mi odbywać ciągłe ćwiczenia w domu, bez muzyki, tylko przyśpiewując: ein, zwei, drei!
— Ciekawym bardzo tej drugiej lekcyi — rzekł wuj — jakże się powiodła?
— Jeszcze gorzej niż pierwsza. Mistrz mój zżymał się, aż ochrypł od krzyku i powiedział wyraźnie, że takiej tępej, zakutej, ciasnej głowy, jak moja jeszcze w życiu swojem nie widział... Nie ma co mówić, szwab jest szczery, co czuje to wypowiada. Postanowiliśmy spróbować trzeci raz. Myślałem, że niemiec apopleksyi dostanie ze złości. Pożegnał mnie i zapowiedział, że odtąd nie chce mnie znać, a zarazem prosił, żebym mu się nigdy na ulicy nie kłaniał, gdyż jeden mój ukłon, dostrzeżony przez kogo ze znajomych, może go pozbawić lekcyj, a tem samem środków do życia. „Kocham pan Florjan — rzekł mi na pożegnanie — aber nie chcę von Hunger sterben, ja і Frau Springmüller ma się rozumieć...“
Pan Inocenty śmiać się zaczął.