Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/296

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Co pleciesz?! jakich zdolności do tańca potrzeba. Jesteś młody, silny, nie kaleka, więc tem samem posiadasz wszelkie kwalifikacye na tancerza.
— A jednak... nie będę nim nigdy...
— Boś się nigdy nie uczył.
— Owszem, proszę wuja, uczyłem się i to z wielką pilnością. Nigdy w życiu nad łaciną nie pracowałem tak, jak nad walcem.
Pani Róża aż w ręce klasnęła...
— Jakto, ty uczyłeś się tańczyć? ty, który tańca niecierpisz i nazywasz go zabawką dzikich ludzi, ty, co wyśmiewasz zawsze tańczących?! A wiecie państwo co, to chyba koniec świata!! Założyłabym się, że robisz to chyba dla Sabinki.
— Zapewne — odezwał się pan Inocenty — jeszcze się nie oświadczył, a już siedzi pod pantoflem...
— Eh! mój mężu! wszyscy wy niby to siedzicie pod pantoflem, a pomimo tego do ładu dojść z wami nie sposób! Ale powiedzże, proszę cię, Florku, odkądże zacząłeś brać lekcye? kto cię uczy?
— Uczył mnie Springmüller, wie ciocia, ten z czerwonymm nosem; ma to być sławny tancerz, podobno nawet był przed laty w balecie berlińskim.
— Słyszałem o nim, słyszałam. Uczył tańczyć córeczki państwa Władysławów, ale że przychodził na lekcye podmielony, więc musieli się z nim rozstać. Jednak wiesz co, że jesteś skryty. Nie spodziewałam się tego po tobie... Dlaczego nie powiedziałeś nam, że się uczysz?
— Chciałem zrobić wujostwu niespodziankę i po-