Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/273

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Oho! już coś jest — zawołał zaniepokojony szlachcic — już coś ukrywasz przedemną.
— Nic, nic Ignasiu; przejdź do jadalnego pokoju, zaraz podadzą doskonały bigos; napijesz się kieliszek starki, to cię wzmocni i pokrzepi.
— Oho! adiu Fruziu! nic ze starki, ani z bigosu — nie będę jadł.
— Czy popasałeś w drodze? Ciekawam gdzie? Nie przypuszczam przecież, żebyś o tak wczesnej godzinie wstępował do Pokrzywek; aczkolwiek wiem, że bywasz tam częściej niżby wypadało... Ale co ja mówię! Zapomniałem, że potrzebujesz spokoju, więc już ze względu na twoje zdrowie przemilczę, że wizytowanie tej młodej wdowy wcale mi się nie podoba, i że odrywasz się tylko od gospodarstwa bez potrzeby...
— Petronelciu! — zawołał czerwieniąc się pan Ignacy.
— Nic, nic, mój kochany, nie unoś się — pamiętaj, że przedewszystkiem spokój... i chodź jeść, bo bigos już gotów.
— Powiedziałem ci, że go jeść nie będę.
— Ciekawam dlaczego? bo że na dziesięć potraw nie jadasz dziewięciu, to wiadomo — ale bigos dotychczas lubiłeś.
— I dziś go lubię — i jadłbym chętnie, lecz doktór zakazał... Zalecił oprócz spokoju dyetę; przez miesiąc czasu mam się wstrzymać od starki, piwa, wina i wszelkich rozgrzewających napojów; kazał jeść kwaśne mleko, serwatkę, śmietankę, maślankę, jednem słowem nic więcej tylko mleko i spokój. Przyznaj sa-