Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/185

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Powodów do zmartwień nie miała żadnych. Dzieci mieszkały z nią razem — i jakie to były dzieci!
Czesław zmężniał, wypiękniał, ładny wąsik ozdabiał jego twarz, rozumne oczy patrzyły śmiało a poważnie.
Ukończywszy uniwersytet, poszedł na praktykę ogrodniczą, a teraz na własnym kawałku ziemi pracuje. Stary ogród doprowadza do wzorowego porządku, ciągle go udoskonala i ulepsza.
Skoro świt tylko już jest przy robocie i do późnego wieczora pracy nie przerywa.
Dochody ma ładne i kawałek chleba na całe życie pewny, matka namawia go żeby się żenił, żeby już własną założył rodzinę, alo on się nie śpieszy.
Czyż mu źle tutaj u siebie?
Stasia kwitnie zdrowiem. Zawsze jest uśmiechnięta, wesoła, a czas jej zbiega szybko przy nieustannem zajęciu.
W dwóch pokojach na dole ma warsztat, przy którym kilku ludzi pracuje, a w środku miasta na pryncypalnej ulicy sklep elegancki.
W warsztacie robota nie ustaje, a w sklepie ruch ciągły.
Stasia oto poprostu szewcem jest, obuwie damskie wyrabia. Wyuczyła się tego w Warszawie i obecnie sama zakład prowadzi.
To jest jedynem zmartwieniem radczyni, że nad sklepem wisi wielka deska z napisem: Stanisława Lubicz, ale i z tem nieszczęściem trzeba się było pogodzić.