Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


aby fatalnej wieści nie rozgłoszono przedwcześnie? Stary mecenas jest dyskretny, z postronnemi osobami o sprawie cudzej nie mówi z zasady. Znany jest z tego. Co się tyczy Czesława, to odludek zamknięty w sobie i do zwierzeń nieskłonny. Matka przez samą ambicyę milczeć będzie. Nie przyzna się. Lecz obcy! jakim sposobem zamknąć im usta, jeżeli się dowiedzą? Na to pytanie pan inżynier nie znalał odpowiedzi.
Usiadł przy stoliku, zredagował depeszę i zadzwonił.
— Idź mi natychmiast do telegrafu — rzekł do służącego — i zapłać za odpowiedź. Spiesz się.
Służący pobiegł jak strzała.
Pan Adolf wyszedł do salonu, gdzie zastał radczynię zatopioną w smutnych myślach. Podejrzenie truło ją, pomimo zapewnień zięcia, że wieści są fałszywe.
— Już się wyspałeś Adolfie? — zapytała.
— Właściwie nie spałem wcale.
— Nie mogłeś?
— Owszem, mogłem, ale przypomniałem sobie, że mam do załatwienia pilny interes służbowy, a wiadomo mamie, że u mnie obowiązek przedewszystkiem. Teraz umyślnie przyszedłem do mamy, aby jeszcze powiedzieć parę słów z powodu niefortunnego listu pana Czesława.
— Ale ty mu nie wierzysz?
— Naturalnie że nie... ale niech mama będzie ła-